Jak upolowałem pierwszego słoniem? A potem były kolejne…

Nic nam nie jest dane od początku. Człowiek jako istota myśląca jest zmuszona do samodzielnej nauki. Ma zdolności poznawcze, więc powinna potrafić zdobywać nowe umiejętności. Uczymy się na błędach, często kosztem innych, ale na tym właśnie polega nauka. Żeby być w czymś naprawdę dobrym, trzeba się tego nauczyć…na żywym organizmie. No właśnie, wszystko zaczęło się od tego pierwszego Słonia, którego dzisiaj wspominam z uśmiechem na twarzy, ale wtedy nie było mi do śmiechu…

Z pierwszym Słoniem miałem dużo szczęścia

Pierwszym Słoniem, jakiego udało mi się upolować, był obecny Anwil, a wtedy jeszcze Zakłady Azotowe Włocławek. Było to dawno, ponieważ w 1998 roku, ale pamiętam szczegóły tego projektu, jakby było to wczoraj.

Praca była pilna, jak zawsze „na wczoraj”, dość wymagająca i kreatywna. Drukowaliśmy materiały na imprezę plenerową. Oprócz druków typu ulotki, foldery, czapeczki papierowe, plakaty itp. klient zamówił u nas również flagi. Nie mieliśmy jeszcze wtedy odpowiedniego zaplecza maszynowego, więc zleciliśmy wykonanie flag kontrahentowi. Zaryzykowaliśmy, ponieważ była to firma dopiero co poznana na targach. Nie znaliśmy się dobrze, ale byliśmy zmuszeni jej zaufać.

Wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem do momentu, aż zaczęło padać. Napisy na flagach spłynęły, a pode mną ugięły się nogi. Na szczęście było to już po wszystkim, impreza się skończyła.

To był początek mojej wieloletniej znajomości z Panią Anną. Nie planowałem tego, myślałem, że to będzie tylko jednorazowy wspólny projekt, ale rzeczywistość okazała się inna. Pani Anna z działu marketingu Zakładów Azotowych doceniła nasze zaangażowanie i zaproponowała dalszą współpracę.

Drugi Słoń i nauka na całe życie

Pani Anna przeniosła się po jakimś czasie do Warszawy i zaczęła pracę w Ferrero. Widocznie miała do mnie zaufanie, ponieważ zaczęła u mnie zamawiać poligrafię. To już był drugi Słoń, bardziej wymagający. Czy możecie sobie wyobrazić, jak trudno jest wydrukować specyficzny kolor Nutelli?

Miałem to wielkie szczęście pracować z Panią Anną. Była bardzo ambitną kobietą, bardzo dużo wymagała przede wszystkim od siebie, ale też nie odpuszczała innym. Dzięki temu wiele się od niej nauczyłem. Na własnej skórze doświadczyłem, jak bardzo ważne jest, żeby wykonać pracę w terminie, ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby zrobić ją dobrze.

Pamiętam, jak miałem duży problem z dotrzymaniem terminu, ponieważ pliki do produkcji otrzymałem zbyt późno. Nie wszystko jest zależne ode mnie, ale ostatecznie to ja odpowiadam za efekty projektu. Zależało mi, żeby zdążyć z produkcją headerów, ponieważ w poniedziałek startowała promocja w sklepach. Po kaszerowaniu wbrew technologii nie odczekałem odpowiedniego czasu i skończyło się to porażką. Heanger powyginały się jak barokowe figury. Owszem, zdążyłem, ale produkt nie nadawał się do eksponowania w sklepie. Jaki więc był tego sens? Uświadomiłem sobie, że żaden.

Chciałem być fair, pokazałem Pani Agnieszce, co się stało. Dostało mi się i słusznie. Wtedy usłyszałem:
 
Pamiętaj o tym, że jeśli się dzień spóźnisz, będę wiedziała o tym ja i mój szef. Szef wezwie mnie do siebie i mi się oberwie, ale w sklepach headery będą służyły przez dwa tygodnie promocji. Natomiast jak zrobisz źle, tak jak teraz, to dowie się o tym cała firma i będziesz miał przechlapane.

I niestety miałem. Ale po jakimś czasie była znowu pilna robota i wyćwiczony specjalista się przydał.

Jak nauczyłem się myśleć jak mój Słoń?

Może się to wydawać zabawne, ale z Panią Anną kroczyliśmy w biznesie ramię w ramię. Kiedy poszła do pracy w Johnson&Johnson, zabrała mnie ze sobą. To był już mój trzeci Słoń. Dla tej firmy drukowaliśmy standy, toppery, kartony dyskontowe, wobblery, displaye itp. To był moment, kiedy nauczyłem się, jak ważne jest dobrze znać się na tym, co robią moje Słonie. Dlatego pierwszy raz postanowiłem podejść do tematu inaczej. Dowiedziałem się, które tampony O.B. są lepsze na początek miesiączki, a które na koniec i dlaczego. Znałem odpowiedź na pytanie, po co są „skrzydełka” we wkładce Carefree, a także potrafiłem wyeksponować je na displayu. Czułem, że myślę jak mój Słoń.

Do trzech razy sztuka…potem już z górki

Tak właśnie było. Pani Anna poszła do pracy w GlaxoSmithKline i tak zdobyłem swojego czwartego Słonia. Byłem już wyszkolony w ich obsłudze, wiedziałem, jak się z nimi obchodzić. Dla GSK wprowadzaliśmy druki z dużą ilością uszlachetnień typu lakier wybiórczy UV i  hot stamping, robiliśmy też np. koła BMI, zakładki itp. Jak już pracowaliśmy dla Ferrero, J&J, GSK, to nie było aż tak trudno zdobyć zaufanie kolejnych Słoni, takich jak Lorenz, PoloMarket, Atlas, Polfarmex i inne.

Mówią o mnie King of Static

Obecnie wdrożyliśmy druk LED UV, drukujemy najwięcej w Polsce naklejek elektrostatycznych.
Prawie wszystkie firmy farmaceutyczne zamawiają je u nas bezpośrednio, przez agencje reklamowe lub przez pośredników druku. Nazywają mnie King of Static, czyli król naklejek elektrostatycznych, a ja jestem z tego bardzo dumny. Zaczęło się od pierwszego Słonia, a inne poszły za nim, tak jak to się dzieje w naturze.

Dlatego mogę za Steve’m Kaplanem powiedzieć:
„Wiem, jak Słonie myślą, co czują, jak się zachowują …”, ponieważ pracuję z nimi od wielu lat.

Janusz Józef Kunke

Kunke Poligrafia

Produkty które mogą Cię zainteresować

Naklejki Adhezyjne
Naklejki Elektrostatyczne
Naklejki Przyssakowe

Masz pytania?

Skontaktuj się z naszym biurem obsługi klienta, chętnie pomożemy wybrać odpowiedni produkt oraz obsłużymy Twoje zamówienie.

Karolina Fijałkowska
karolina.fijalkowska@kunke.pl
+48 667 668 000

Jakub Różański
jakub.rozanski@kunke.pl
+48 723 244 407

Kunke Poligrafia Sp. z o.o.
ul. Magazynowa 27
88-100 Inowrocław
POLAND

NIP 556 272 99 67

Godziny otwarcia
Poniedziałek Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sob/Nd
8:00-16:00
8:00-16:00
8:00-16:00
8:00-16:00
8:00-16:00
Nieczynne